sobota, 1 lutego 2014

Wyjątkowo maślane naleśniki

Ce soir, j'te fais des crêpes et après j'te saute... – Dziś wieczorem zrobię ci naleśniki, a potem cię przelecę... 

 

Jeśli oglądaliście "Po prostu razem", film, który powstał na podstawie książki Anny Gavaldy, pamiętacie być może scenę, w której Guillaume Canet, w filmie gburowaty i przemądrzały kucharz Franck, smaży dla filigranowej Camille, w której rolę wcieliła się Tautou, naleśniki? Nie jest to co prawda, mój ulubiony film ani ulubiony francuski aktor, ale każdy pretekst jest dobry, żeby je usmażyć... 
Zwłaszcza, że jutro wypada Chandeleur (nie mylić z tłustym czwartkiem!), kiedy to szaleją i podskakują na patelniach naleśniki. 

Dzisiaj przepis na wyjątkowo maślane. Ponadto z tego przepisu wychodzą cieniuchne, a takie lubimy właśnie najbardziej. 





Wyjątkowo maślane naleśniki
250gr mąki, 

4 jajka, 
½ l mleka, 
50 g masła, 
szczypta soli,
torebka cukru waniliowego.

Mąkę wymieszać z cukrem. Wsypywać stopniowo do mleka, cały czas ubijając, żeby uniknąć formowania się grudek. Jedno po drugim dodać jajka i dokładnie roztrzepać masę. Na końcu przyrumienić na patelni masło (żeby otrzymać tzw. beurre noisette) i tak zrumienione dodać do masy naleśnikowej. Odstawić na godzinę, żeby ciasto odpoczęło.

Smażyć na lekko natłuszczonej patelni. 




Podałam z lekko skaramelizowanymi plasterkami jabłek i na końcu podpaliłam calvadosem, jakoś się te jabłka o ten calvados prosiły, ale można zastąpić innym mocnym alkoholem.




Flambirujecie, czy też boicie się ognia w kuchni ? 

 

niedziela, 19 stycznia 2014

Tarta bukiet róż na Dzień Babci


Podobno tartę tę wymyślił w 2008 roku i od razu zastrzegł nazwę Tarte Bouquet de roses i opatentował przepis Alain Passard, wybitny francuski szef kuchni. W internecie można znaleźć masę przepisów i trudno powiedzieć, który jest najbliższy oryginałowi. Muszę przyznać, że chyba nie widziałam urodziwszej tarty. Nie jest specjalnie skomplikowana, cała trudność polega na uformowaniu regularnych różyczek z jabłkowych ścinków (żeby nie powiedzieć obierek). Robi wrażenie i może być uroczym prezentem, który zdążycie jeszcze zrobić na przykład na Dzień Babci. 



Alain Passard rozpoczął swoją kulinarną karierę jako czternastoletni chłopak, a swoją pierwszą gwiazdkę zdobył w wieku 26 lat. Podobno jest najmłodszym w historii szefem kuchni, który zasłużył sobie na uznanie przewodnika Michelin. Zanim w 1986 roku trafił do Arpège w Paryżu, restauracji, gdzie obecnie szefuje, wszędzie tam, gdzie się pojawiał i pracował, zdobywał kolejne gwiazdki, co świadczy o jego niebanalnym talencie. Jakieś dziesięć lat temu zdecydował się wycofać z menu czerwone mięso i oparł kartę swoich dań wyłącznie na warzywach i owocach. Jego kulinarne kreacje są ciągłą próbą nobilitacji niedocenianych w swoje urodzie warzyw i owoców, które pochodzą wyłącznie z założonych przez niego pod Paryżem naturalnych upraw. Niezwykle popularny i ceniony we Francji, jest autorem wielu książek, a nawet bohaterem komiksu. 


Tarta bukiet róż
175 g mąki
100 g masła
szczypta soli
25 g cukru
1 żółtko
kilka łyżek wody

8 jabłek
kilka łyżek galaretki owocowej (takiej ze s
łoiczka) lub konfitury
łyżka masła
sok z cytryny
trochę cukru pudru

Z podanych składników zagniatamy ciasto i chowamy na jakąś godzinę do lodówki.

Po godzinie ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim wyłożoną papierem do pieczenia formę. Rozsmarowujemy galaretkę. W niektórych przepisach pojawia się tutaj krem migdałowy. Taki przepis podpowiedziała mi Renata.




 


Jabłka dokładnie myjemy i wycieramy. Przy pomocy obieraczki obieramy w taki sposób, by powstały cienkie wstążki, które następnie zwijamy w różyczki. Staramy się, żeby każdy kolejny pączek był mniej więcej tego samego wzrostu i jeśli zajdzie taka potrzeba przycinamy do odpowiedniej wysokości. Ściśle uk
ładamy jak bukiet na powierzchni tarty. 

Uwaga, gdybyście nie do końca wierzyli we własne umiejętności albo cierpliwość, radzę zacząć od małych tarteletek. 



 
Rozpuszczamy łyżkę masła i mieszamy z sokiem z wyciśniętej cytryny. Smarujemy delikatnie pączki róż tym masłem i posypujemy cukrem pudrem.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 °C. Pieczemy 45-50 minut.


Zwykle nie lubię, jak jest dużo zdjęć pod przepisem, ale dzisiejsze są tak ładne, że sobie trochę pofolgowałam. 




A na zakończenie, krótki film nakręcony między innymi w warzywniku Alain'a Passarda.





A gdybyście mieli ochotę dowiedzieć się więcej adres strony internetowej: www.alain-passard.com



poniedziałek, 13 stycznia 2014

Ulubione czekoladowe ciasto Pierre'a Hermé


Czytałam ostatnio wywiad z Pierre'm Hermé. Pytany o najlepszy jego zdaniem przepis na ciasto czekoladowe, wymienił przepis swojej przyjaciółki Suzy Palatin. 

 

Przepis można znaleźć w internecie pod hasłem "gâteau de Suzy" albo "Suzy's cake", a sama Suzy przyjechała do Paryża z Gwadelupy. Początkowo próbowała swoich sił jako modelka i aktorka, ostatecznie jednak zawojowała Francuzów egzotyczną kuchnią i przepisami z rodzinnych Antyli. Dzisiaj jest autorką książek kulinarnych, regularnie pojawia się w telewizji, radiu, prowadzi zajęcia dla pasjonatów kuchni.





Trzeba przyznać, że to niezła rekomendacja i na pewno trzeba sobie na to zasłużyć. Bylam bardzo ciekawa, jak smakuje ciasto, które tak przypadło do gustu mistrzowi, wi
ęc je upiekłam. Polecam, bo jest niesłychanie proste i robi sie je w niecałe pół godziny, nie licząc pieczenia. W sam raz na styczniowe/niedzielne popołudnie, gdyby naszła was ochota na coś wybitnie słodkiego.



Czekoladowe ciasto z imbirem -
gâteau de Suzy au gingembre

250 g gorzkiej czekolady
250 g miękkiego masła
4 jajka
170 g cukru
80 g m
ąki
łyżka pokrojonego w kostkę kandyzowanego imbiru



Piekarnik rozgrzać na 180 stopni.

Czekoladę i masło rozpuścić do miękkości w kuchence mikrofalowej lub w kąpieli wodnej. Jajka ubić z cukrem na jasną pulchną masę. Dodać mąkę i delikatnie wymieszać szpatułką. Dodać miękkie masło i czekoladę oraz imbir. Dokładnie wymieszać i przelać masę na blaszkę.

Wsunąć do piekarnika na 25-30 minut. Ciasto powinno być w środku wilgotne.   

Dodam, że zredukowałam ilość cukru, a do ciasta wrzucam jakieś dodatki, orzechy, owoce itp. Tym razem był to kandyzowany imbir.

 

piątek, 3 stycznia 2014

Policzki wołowe duszone w piwie z imbirem i marchewką


Witajcie w 2014, który to otworzyliśmy długo duszoną (jak na Belgię przystało w piwie) wołowiną z marchewką i imbirem, a konkretnie były to rozpływające się w ustach policzki wołowe. 

Mięso z policzków jest bardzo delikatne i tak miękkie, że można je jeść samym widelcem lub łyżką bez pomocy noża. Zalicza się je do podrobów i nie jest drogie. U mojego rzeźnika niestety wyłącznie na zamówienie.   

Wszystkie przepisy, jakie przejrzałam, mówiły o duszeniu w czerwonym winie. Ale po świętach wino wyszło, znalazła się za to puszka zwykłego jasnego piwa i okazało się, że nie był to głupi pomysł.





Policzki wołowe duszone w piwie z imbirem i marchewką

dla 4-5 osób :
1 kg policzków wołowych
puszka piwa
5-6 marchewek
1 duża cebula
2centymetrowy kawałek imbiru
kandyzowany imbir w zalewie
trochę maki do oprószenia mięsa
sól i pieprz
bouquet garni czyli zawinięte w liść pora gałązka selera, tymianku i listek laurowy

Mięso osuszyć i oczyścić z niewielkich błon. Posolić i oprószyć delikatnie mąką. Podsmażyć z każdej strony na tłuszczu (ja to zrobiłam na oleju i łyżce masła). W rondlu obok zeszklić pokrojoną cebula i pokrojoną marchewkę. Warzywa dodać do mięsa i zalać piwem. Dodać kilka łyżek zalewy z kandyzowanego imbiru, zioła oraz obrany i pokrojony na mniejsze kawałki imbir. Dusić około 2 godzin, sprawdzając co jakiś czas, czy w rondlu jest wystarczająco płynu i czy mięso nie przypala się na spodzie. W razie potrzeby dolać trochę piwa. Na końcu przyprawić do smaku solą i pieprzem, w razie potrzeby podkręcić smak dolewając zalewy z kandyzowanego imbiru.





W zamrażalniku mam jeszcze kilogram policzków wieprzowych i już rozmyślam nad tym, jak je przygotować. 

Mam nadzieje, że 2014 będzie równie smaczny, jeśli nie smaczniejszy, niż poprzednie lata w belgii od kuchni. W każdym bądź razie serdecznie was tutaj zapraszam i obiecuję pisywać częściej.